niedziela, 23 marca 2014

Rozdział VII

Droga powrotna do piwnicy obyła się bez kolizji z żadnym truposzem. Skradając się cicho, starali się, aby zapasy żywieniowe w ich plecakach nie wydawały żadnego dźwięku. Jedynym zakłóceniem tego, wręcz spokojnego marszu była Julie. Dziewczyna wywróciła się i upadła na kolana, potykając się na jakieś śliskiej mazi. Chyba nikt z ich grupy, nie chciał dociekać, co to właściwie było. Julie, niezmordowana, ruszyła dalej, nie zwracając uwagi na papkę, która ubrudziła jej drogie spodnie.
    Wrócili do piwnicy i z ulgą odetchnęli, że zombie tu nie weszły, bowiem wszystko było tak, jak oni to zostawili. Martin i Dustin zamknęli ciężkie drzwi, ale dla pewności, zastawili je biurkiem. Jedyna droga wyjścia została odcięta.
    Abby opadła ciężko na krzesło i zaczęła przeglądać zapasy, które zdążyli zabrać. Ich jedyna broń, komplet tytanowych noży, leżała teraz na stoliku. Abby zaczęła im się dokładnie przeglądać i stwierdziła, że takich cudeniek, kucharki nie powinny zostawiać w tak dostępnym miejscu. Gdyby natknęły się na to któreś dzieciaki… Abby wolała tego sobie nie wyobrażać. Chociaż pewnie byłoby znacznie gorzej, gdyby zombie nauczyły się nimi posługiwać.
    Dziewczyna skarciła siebie w myślach, nie ma co tworzyć scenariuszy zdarzeń, które nigdy nie nastąpią. Jest tu i teraz, i na tym trzeba się skupić. Mają noże, więc mogą pozbyć się zombie raz na zawsze. Mają przewagę. Abby nie wiedziała czy to prawda, jednak bardzo chciała w to wierzyć.
    - Abby, co masz w swojej torbie?
    Dziewczyna podniosła głowę i spostrzegła, że wszyscy już zdążyli opróżnić swoje plecaki. Abby wpatrywała się w to co zdążyli przynieść. Były to głównie różnego rodzaju zupki chińskie i dania w proszku. Jednak wcześniej, podczas szukania radia, Louis znalazł stary czajnik elektryczny, a w ich szkole w każdym pomieszczeniu był kran. Czasem się zastanawiała, po co w pracowni językowej kran, jednak teraz dziękowała za taki wymysł dyrektora.
    Oprócz dań w proszku, zdążyli zabrać jeszcze kilka jabłek, które jako żywność modyfikowana genetycznie mogły być przechowywane poza lodówką przez kilka dni. Martin uparł się jeszcze, żeby wziąć kilka paczek krakersów. Jednak teraz, kiedy wypakowywał swój plecak, okazało się, że są tam głownie krakersy, a z kilku opakowań magicznie zrobiło się kilkanaście.
    - Jak myślicie, ile będziemy tu siedzieć? – powiedział Dustin.
    - Zapasów mamy na kilka dni. – odparł Martin. – Później będziemy się martwić, co dalej.
    Julie spojrzała na ścianę i się wzdrygnęła.
    - Czy ten zegar dobrze chodzi? – spytała.
    Wskazówki zegara pokazywały, że jest już dawno po północy. Czy było możliwe, że już minęło tak dużo czasu?
     Julie wyjęła swoją komórkę. Wyświetlacz drogiego modelu telefonu pokazywał tą samą godzinę. Nastolatka schowała z powrotem telefon do bocznej kieszeni swojej torby, jak gdyby nic się nie stało.
    Louis popatrzył na nią zdziwionym wzrokiem, ale natychmiast jego szok minął i ustąpił miejsca zdenerwowaniu.
    - Cały czas miałaś przy sobie telefon i nam o tym nie powiedziałaś? – syknął wściekle.
    - A wy swoich nie macie? – odpowiedziała pytaniem na pytanie.
    - Przecież nasze telefony są w sekretariacie! Zawsze, gdy odsiaduje się po lekcjach za karę, zostawia się komórki u dyrektora!
    - Przecież pierwszy raz tu siedzę, skąd miałam wiedzieć! – w oczach Julie wezbrały się łzy.
    - Hej, ludzie, kłótnie nic nie zdziałają. – powiedział ugodowo Martin.
    - Martin ma rację. – zgodziła się z nim Abby. – Wszyscy jesteśmy zmęczeni. Proponuję żebyśmy się przespali i pomyśleli nad tym jutro. Kto bierze pierwszą wartę?
    - Ja wezmę. – Dustin przesunął krzesełko, na którym siedział, tak aby mieć lepszy widok na drzwi. – Idźcie spać.
    Abby i Martin wymienili między sobą porozumiewawcze spojrzenia i zaczęli układać swoje rzeczy na podłodze tak, żeby stworzyć prowizoryczne posłania. Wściekły Louis ułożył się w sposób, dzięki któremu nie musiał patrzeć na Julie. Dziewczyna z przytłaczającym poczuciem winy, chciała jak najbardziej wcisnąć się w kąt. Odwróciła głowę, chcąc otrzeć rękawem swetra łzy. Ten szybki gest zauważył Dustin, któremu zrobiło się bardzo szkoda dziewczyny.
    - Dustin, obudź mnie za dwie godziny. – powiedział Martin. – Zmienię cię wtedy na warcie. Po mnie będzie Louis, potem Abby, a na końcu Julie. Pasuje wam taki układ?
    Wszyscy kiwnęli głowami. Nadeszła chwila spokoju, w której mogli zapomnieć o tym okropnym dniu.
    Gdy już wszyscy zasnęli, Dustin zadał na głos pytanie. Nie oczekiwał odpowiedzi, po prostu od kiedy ją dzisiaj zobaczył, chciał zadać to pytanie. Dręczyło go to niemiłosiernie.
    - Och Jules, czemu to zrobiłaś?
    Kiedy wreszcie wydusił z siebie to pytanie, poczuł się o niebo lepiej. Nareszcie mógł spokojnie uspokoić oddech, patrząc na śpiącą Julie.
    Nie mógł wiedzieć, że oprócz niego, dwie osoby w tym pokoju nie spały i doskonale słyszały każde jego słowo.



Martin najpierw poczuł lekkie potrząsanie jego ramieniem, dopiero później dotarły do niego słowa, wymówione zduszonym szeptem.
    - Martin, wstawaj. Twoja kolej.
    Chłopak podniósł się ze swojego posłania i stanął naprzeciwko wysokiego blondyna. Dustin zdał mu krótką relację z tego, co się działo na jego zmianie.
    - Bardzo spokojnie, było słychać jęki truposzy, jednak żaden z nich się nie zbliżył do nas. Właściwie jestem pewny, że nie wchodzi na to piętro. Chyba nie zdają sobie sprawy z tego, że my tu jesteśmy.
    - O to nam chodziło. Jeśli nie wiedzą, że tu jesteśmy, to możemy spokojnie tu siedzieć. Jak na razie. Bardzo dobrze się spisałeś, Dustin. Teraz połóż się, należy ci się.
    - Jasne, ale Martin pamiętaj – jesteśmy drużyną i potrzebujemy sobie nawzajem. Budź mnie, kiedy tylko będzie się coś działo.
    Martin odpowiedział mu najpromienniejszym uśmiechem, na jakiego było go stać o drugiej w nocy. Czasem miał wrażenie, że Dustin wie więcej niż się do tego przyznaje. W tym wypadku, intuicja Martina dobrze mu podpowiedziała.
    Chłopak ogarnął wzrokiem swoich współtowarzyszy niedoli. Dustin ułożył się wygodnie między Julie, a Louisem i natychmiast zasnął. Louisowi musiało się śnić coś miłego, ponieważ uśmiechał się przez sen. Martina zaintrygował ten fakt, jednak nie rozmyślał nad tym dłużej niż było to konieczne. Na twarzy Julie było widać ślady po łzach. Dziewczyna musiała chyba dużo płakać. Pewnie nie była przyzwyczajona do nowej sytuacji i to wszystko po prostu ją przerosło.
    Jednak to nie na niej wzrok Martina zatrzymał się na dłużej. Abby przyciągnęła całą jego uwagę. Ta dziewczyna niesamowicie go intrygowała. Była jedyna w swoim rodzaju, nigdy wcześniej nie spotkał takiej osoby. Ona potrafiła sobie sama doskonale poradzić, co już wiele razy udowodniła, jednak Martin miał ochotę objąć ją ramieniem i obronić przed całym złem tego świata. Nawiasem mówiąc, wiele tego zła doświadczyli ostatnio.
    Abby poruszyła się niespokojnie. Martin zauważył, że dziewczyna zwija się ciaśniej w kłębek. Jej było  z i m n o. W nastolatku obudził się instynkt opiekuńczy i bez wahania zdjął swoją bluzę i przykrył nią dziewczynę. Abby uśmiechnęła się, czując ciepło dobiegające z okrycia chłopaka.
    Martin także uśmiechnął się mimowolnie, widząc swój dobry uczynek. 

________________
Krótko, jednak mam nadzieję, że mi wybaczycie to zaniedbanie :C 
Teraz mam bardzo gorący okres i jak widać, nie mam czasu na pisanie.
Liczę gorąco na Wasze komentarze i obiecuję nadrobić wszystkie blogi, które zaniedbałam! 
Pytanie do Was: jak sądzicie, co miał na myśli Dustin, pytając się "Och Jules, czemu to zrobiłaś?" Czekam na propozycje ;)

10 komentarzy:

  1. No nareszcie dodałaś!! :D jestem pierwsza? Wow..
    Końcóweczka piękna! Martin i Abby ever <3 no kocham ich !! Poprostu uwielbiam!! Kiedyy nexti rozdział? :( nmg sie doczekać :(
    http://igrzyska-1.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. No no. Pomimo, że może trochę krótki to fantastyczny!
    Martin jest naprawdę uroczy i tak bardzo chcę się opiekować Abby. <44 Wyczuwam romans.
    A co do twojego pytania mam dwie propozycje.
    Po 1 - nie powiedziała im o telefonie
    Po 2 - Dustin wie o czymś o czym my na razie nie wiemy xD

    To tyle. Mogłabym wymyślić więcej, ale nie za bardzo mój mózg chce pracować w niedziele xD

    Weny i czasu! Żebyś znalazła go dla nas :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział!!! Mimo, że taki krótki *robię smutną minę*...
    Słodka końcówka <3
    Myślę, że chodziło o ten telefon ,albo o coś o czym nie wiemy, np. wniosła tu jakoś zamaskowanego zombiaka (to ta makabryczniejsza wersja ;P ), albo jakoś coś zrobiła przez przypadek, że zombie mogą się dowiedzieć, że oni są w szkole... (to też straszne :D )
    Życzę Ci weny do pisania kolejnego rozdziału!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy będzie kolejny rozdział??? Nie mogę się doczekać :D
    Ps.: dzięki za kom. na moim blogu :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział powinien pojawić się w przeciągu najbliższych 2-3 dni :) Dokładnie nic nie mogę obiecać ;p

      Usuń
  5. Krótko? Być może ale za to treściwie i ciekawie :)
    Ja nawet wole gdy nie ma miliona kilometrów lania wody!
    Jest super, a wygląd powala!

    Zapraszam na nowy rozdział.
    http://my-world-is-your-name.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj; widziałam, że czytasz blogi o Igrzyskach Śmierci, więc nieśmiało zapraszam na 73-hunger - może i mój Cię zainteresuje? :)
    __
    Na dożynkach rozpoczynających siedemdziesiąte trzecie Igrzyska Śmierci na trybutkę zgłasza się szesnastoletnia Taylor Cassidy, i nikt właściwie nie ma zielonego pojęcia, dlaczego. Jak powtarza jej mentorka, Elsa Kendrick, dziewczyna nie jest ani ładna, ani silna, ani przesadnie sprytna, i przypuszczalnie, jeśli nie zdobędzie sympatii sponsorów, zginie pierwszego dnia. A Taylor wcale nie uśmiecha się pomysł zdobywania czyjejkolwiek sympatii, szczególnie Kapitolińczyków, którymi jawnie gardzi. Swojej mentorce mówi wprost – nie zgłosiła się po to, aby wygrać igrzyska, tylko, aby uświadomić mieszkańcom Kapitolu, że nie wszyscy będą grali tak, jak im się zagra – nawet w obliczu nieuchronnej śmierci. Wkrótce jednak okazuje się, iż są ludzie którym bardzo zależy na jej zwycięstwie. Kapitolince, Pixie Lisbeth, zależy na wygranej dziewczyny do tego stopnia, iż poświęca dla niej znajomości, karierę i kochającego męża. Caesar Flickerman na telewizyjnej prezentacji manipuluje publicznością, aby zakochała się w nastolatce. Taylor znienacka dostaje do ubrania w programie oszałamiającą sukienkę nijak nie przypominającą szmat zaprojektowanych przez jej stylistę. Sponsorzy wysyłają prezenty. Na arenie krok krok chodzi za nią Zawodowiec, Nanthan Rigory, który próbuje ochronić dziewczynę… za wszelką cenę. Wydaje się, że los jej sprzyja... Ale na świecie nic nie jest za darmo. Nawet w Kapitolu.
    Zapraszam do obejrzenia zwiastunu wykonanego przez Oswin: https://www.youtube.com/watch?v=8Ze_irqKzQI , a także na 73-hunger.blogspot.com
    Pozdrawiam, xdemonicole :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow. Abby i Martin <3
    A więc zombie nie odkryły (odkryli?) gdzie oni są... i w nieskończoność będą mogli kraść jedzenie, bo zombie to tacy bezmózgowcy xD Zombie nie zjadają innych zombie, nie? To źle ._.
    Czekam na ciąg dalszy z niecierpliwością, a co do pytania...
    Czyżby:
    a) dotyczyło dziewczyny, w której skrycie podkochuje się Dustin i która stała się zombie? (wątpię w tą opcję, ale ją piszę)
    b) jakaś tam Jules nie powiedziała Dustinowi, że jej najlepsza przyjaciółka to Julie, w której się zakochał (wiem, mam chorą wyobraźnię)
    c) Jules (może przyjaciółka Julie) zrobiła z niej pustą lalę, a Dustin się o tym dowiedział, bo od przedszkola podkochiwał się w Julie i teraz wie, że Julie ma swoje dwa oblicza i uważa, że tak się stało przez Jules i ją za to wini...
    d) mówił o swojej surykatce, która go ugryzła XDD
    Weny i zdrowia!
    [miranda-ellie-johansson.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  8. genialnie piszesz ! jeśli chodzi o pytanie popieram przedmówców :) jej ciesze się, że ktoś piszę tak dobrego bloga, szkoda, że ja na razie nie mam weny :c myślę i myślę i nie mam pomysłu może coś, ale trzeba to ładnie ubrać w słowa :) muszę teraz w wolne trochę przysiąść :)

    OdpowiedzUsuń